Being a tourist in Bangkok

POLISH VERSION BELOW

I supposed to go to sleep, deciding that I don’t have enough strength to describe the last days, but mom said that every day she looks here and she motivated me to write something.

We spent our first weekend in Bangkok. Saturday half-day we worked on the first Good Story from Asia for our GoodNewsLetter and the rest we spent visiting temples and looking at various street events. Sunday we visited the old city, which has brought a little bit of frustration, a lot of fatigue, but also plenty of beautiful views, though covered a little by the crowd of tourists and amazingly hot temperature. In addition, to enter the main temples one need to be completely covered, so the majority of people walked on the streets in jeans and blouses with long sleeves although it was at least million degrees.

As I started to write, I’ll share a few thoughts so I don’t forget them and maybe they will also seem interesting for you.

Firstly, after trying the metro, tram and train, the time came for buses, boats and taxis. The first one mainly stuck in traffic jams, the second certainly don’t have any safety rules, and the third often are cheaper than metro or train. From obvious things discovered those days, if the address of the place you want to reach is written in English, most likely the taxi driver wouldn’t understand, knowing only the Thai alphabet. So the name of the street is not really helpful. The best is to have a phone number to someone who can explain taxi driver in Thai where you want to go.

Secondly, till you stay outside of tourist area of ​​Bangkok, surprisingly nobody want to sell you anything or take you anywhere. Unfortunately, as soon as you enter tourist part of the city it gets as in many other places – prices are going up, everybody wants to take you to the same, the most touristic place and you start to be suspicious with anyone who wants to help. Which makes no sense because most of the people really want to just help you. Today, except for a few people who seemed to have some other aim, a lot of locals showed us the way, gave us advice and one even took us by his motorbike to the nearest train station – as we looked lost (we were).

Thirdly, it is not easy here with food. Finding vegetarian, cheap and not very spicy food is quite challenging. Mainly people eat using small stalls on the street, which are everywhere and sell everything, but without knowing Thai language it’s difficult to guess what will appear on your plate. But there is something charming in people eating on the street, together. Small apartments for 1-2 people, don’t even have a kitchen. For what if it’s faster and often cheaper to eat out on the street?

Fourthly, we had a chance only for a moment to see Bangkok at night, but it was enough to conclude that there is still much to do here in terms of women’s rights. And not only.

That’s all for today. From tomorrow we begin a new series of meetings with various kinds of changemakers. Keep your fingers crossed!

(Anna)

 

Miałam iść spać, decydując że nie mam siły na opisywanie ostatnich dni, ale mama powiedziała, że codziennie tu zagląda i zmotywowała mnie żeby jednak coś napisać

Za nami weekend w Bangkoku. Sobotę pół dnia pracowaliśmy nad pierwszą Dobrą Historią z Azji, a resztę spędziliśmy zwiedzając świątynie i przyglądając się różnym ulicznym zdarzeniom. Niedziela to zwiedzanie starego miasta, które przyniosło trochę frustracji, mnóstwo zmęczenia, ale i sporo pięknych widoków, choć przyćmionych tłumem turystów i nieziemskim gorącem. W dodatku żeby wejść do głównych świątyń trzeba być zakrytym niemal w całości, większość ludzi paraduje więc po ulicach przy upale milion stopni w dżinsach i bluzkach z długim rękawem.

Skoro już piszę, to podzielę się kilkoma spostrzeżeniami, żeby mi nie umknęły, a może i Wam wydadzą się ciekawe.

Po pierwsze, po zapoznaniu się z metrem, tramwajem i pociągiem, przyszedł czas na autobusy, łódki i taksówki. Te pierwsze głównie stoją w korkach, drugie z pewnością nie mają żadnych zasad bezpieczeństwa, a trzecie często są tańsze niż metro czy pociąg. Przy czym, z nieoczywistych oczywistości, jeśli adres miejsca do którego chcecie dotrzeć napisany jest po angielsku, najprawdopodobniej kierowca go nie zrozumie, znając tylko tajski alfabet. Nazwa ulicy więc nie pomoże. Najlepiej mieć przy sobie telefon do kogoś, kto taksówkarzowi po tajsku wytłumaczy dokąd zamierzamy dojechać.

Po drugie, póki nie wkroczy się do turystycznej części Bangkoku, nikt nawet zaskakująco nie chce nic sprzedać ani nigdzie zaprowadzić. Niestety w turystycznych regionach robi się jak w wielu innych miejscach – ceny rosną, wszyscy chcą zabrać Cię w to samo, najbardziej turystyczne miejsce i włącza się bardzo niechciana niechęć do każdego kto zdawałoby się chce pomóc. Bo może to nie o pomoc tak naprawdę chodzi? A jednak w większości przypadków to pomoc po prostu. Dziś poza paroma osobami, które zdawały się mieć jakieś inne zamiary, wiele innych wskazywało nam drogę, podpowiadało co i jak zrobić, a jedna zabrała nas nawet motorem na pobliską stację – chyba wyglądaliśmy na zgubionych (tak istotnie było).

Po trzecie, nie jest łatwo z tym jedzeniem. Zdobycie wegetariańskiego, taniego i niezbyt ostrego jedzenia jest jednak sporym wyzwaniem. Głównie je się tu korzystając z małych straganów na ulicy, które są wszędzie i sprzedają wszystko, tylko że bez tajskiego trudno zgadnąć co znajdzie się na talerzu. Jest jednak coś uroczego w ludziach jedzących na ulicy przy prowizorycznie ustawionych stołach. Małe mieszkania, dla 1-2 osób, nie mają nawet kuchni, bo i po co skoro nawet szybciej i często taniej można zjeść na ulicy?

Po czwarte, mieliśmy okazję tylko przez chwilę zobaczyć Bangkok nocą, wystarczyło jednak by stwierdzić, że wiele jest tu jeszcze do zrobienia w kwestii praw kobiet. I nie tylko.

Na tym skończę dziś. Od jutra zaczynamy kolejną serię spotkań z różnego rodzaju światozmieniaczami. Trzymajcie kciuki!

(Anna)

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s