After one month in Thailand

POLISH VERSION BELOW

First month is over. It was at the same time easier and more intensive than we expected. At the moment everything is going smoothly, with no bigger problems, sudden changes of plans. Before us first border. Laos. I’m leaving Thailand with great sentiment for this country. Land of the free people, as literal translation of the word Thailand says. I really feel this freedom everywhere here.

Everyone is doing what he/she wants, lives in the present, instead of past or future and allows others to also live as they wish. There is no confrontation, nobody shows anger or disappointment.

Theoretically simple, but at the same time everything here is so contrast.

Thailand, the country of prostitution, human trafficking is also a place of tolerance, peace and good will.

How do they combine all those things?

You walk down the street and on one side you see the older European men with Thai, young girls, on the other hand a lot of people whose sex is difficult to guess, far beyond the European understanding of masculinity and femininity. And none of that seems to be a problem.

On the street you almost don’t see the beggars. Although it is difficult to compare the Thai standard of living with the European one, people don’t die of hunger, it seems that everyone somehow is able to find a place to sleep and something to eat. If not on one of the street stalls with very cheap food, people find food on the trees, fields: nature of Thailand is full of it.

A moment of hesitation on the street and for sure somebody comes to propose help. And if she or he doesn’t know the answers, they will give any, just to avoid a situation in which they have to admit that they don’t know how to help. In consequence you may go in exactly opposite direction or get the wrong bus. But there again, someone will want to help. Somehow.

You are looking for accommodation? Go to the temple. Or to the police station. You want to hitchhike? Waiting should take no longer than 10 minutes. Probably the driver won’t speak English, and most likely at the end he/she will anyway take you to the bus station, but on the way they will give you at least a bottle of water, and quite possibly also the fruit, coffee or dinner. The cost of living? Beside tourist attractions really minimal. Philosophy? Truly Buddhist. Approach? Sabai Sabai (take it easy, let it go)

(Anna)

 

Pierwszy miesiąc za nami. Było jednocześnie łatwiej i intensywniej niż się spodziewaliśmy. Na razie wszystko idzie gładko, bez większych problemów, nagłych zwrotów akcji. Przed nami pierwsza granica. Laos. Wyjeżdżam z Tajlandii z dużym sentymentem do tego kraju. Kraju wolnych ludzi, jak mówi dosłowne tłumaczenie słowa Tajlandia. I czuć tę wolność na każdym kroku. Każdy robi tu swoje, żyje w teraźniejszości, pozwalając też innym żyć jak chcą. Nie ma konfrontacji, nie ma okazywanej złości czy niezadowolenia.

Mimo prostoty, wszystko jest tu jednak zawiłe.

Tajlandia, kraj prostytucji, handlu ludźmi jest jednocześnie ostoją tolerancji, spokoju i dobrej woli.

Jak oni to wszystko łączą?

Idziesz ulicą i z jednej strony widzisz starszych, europejskich mężczyzn z tajskimi, młodymi dziewczynami, z drugiej mnóstwo osób, których płeć trudno określić, daleko wykraczających poza europejskie rozumienie męskości i kobiecości. I nikt ani z jednym ani z drugim nie ma żadnego problemu.

Na ulicy niemal nie widać żebraków. Choć trudno porównać tajski poziom życia do europejskiego, ludzie nie wydają się umierać z głodu, zdaje się że każdy tak czy inaczej jest w stanie znaleźć kąt do spania i coś do jedzenia. Jeśli nie na jednym ze stoisk z bardzo tanim jedzeniem, to na drzewach, polach, natura pełna jest w Tajlandii pożywienia, często niczyjego.

Chwila zawahania na ulicy i na pewno ktoś podejdzie, zapyta co może dla Ciebie zrobić, choć jeśli nie będzie znał/a odpowiedzi na Twoje pytanie, poda jakąkolwiek, byle tylko uniknąć sytuacji w której powie, że nie wie jak pomóc. I może w konsekwencji pójdziesz w dokładnie odwrotnym kierunku, może wsiądziesz do nie tego autobusu co trzeba. Ale tam znów ktoś będzie chciał pomóc. Jakkolwiek.

Szukasz noclegu? Wstąp do świątyni. Albo na komisariat policji. Jedziesz autostopem? Czekanie nie powinno zająć dłużej niż 10 minut. Zapewne kierowca nie będzie mówił po angielsku i najprawdopodobniej na końcu i tak zawiezie Cię na dworzec autobusowy, ale po drodze na pewno poczęstuje co najmniej butelką wody, a całkiem prawdopodobnie również owocem, kawą czy obiadem. Koszt życia? Poza atrakcjami turystycznymi naprawdę minimalny. Filozofia? Mocno buddyjska. Podejście? Sabai, sabai (spoko, take it easy).

(Anna)

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s